Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rękę. Wielbłądy minęły mnie i wsiąknęły w kurzawę gościńca. Zostałem sam, pełen zdumienia. W przebraniu tych ludzi nie odkryłem najmniejszego błędu. Scena w seraju dowiodła, że obaj są zupełnie w duchu krajowców. Mogło się im istotnie udać przekraść przez Afganistan. Ale dalej czekała ich śmierć — niezawodna i straszna.
W dziesięć dni później tubylczy korespondent naszego pisma z Peshawaru donosił w swej korespondencji: — Wiele śmiechu było tu z powodu pewnego obłąkanego kapłana, który udawał się na dwór Jego Wysokości Emira Buchary. Wiózł dlań stare zabawki i lalki, podając je za bezcenne amulety. W Peshawarze przyłączył się do drugiej letniej karawany, dążącej do Kabulu. Kupcy byli z tego powodu zadowoleni, ponieważ stosownie do przesądów wyobrażają sobie, iż szaleniec przynosi szczęście.
Tak więc Dravot i Carnehan przeszli granicę. Byłbym się za nich pomodlił, gdyby właśnie tej nocy nie umarł w Europie jakiś prawdziwy król, któremu musiałem napisać nekrolog.


Koło świata toczyło się wciąż przez te same fazy. Przeszło lato, po niem zima i znowu przeszło lato i minęło. Dziennik żył dawnym trybem a z nim razem i ja i znowu trzeciego lata, wydarzyła się jakaś gorąca noc — z soboty na