Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Im cały drogi czas schodzi na rządzeniu i nie możecie ruszyć łopatą, ani kopnąć kamienia, ani szukać nafty, żeby natychmiast cały rząd nie zaczął krzyczeć: — Zostaw to, nie przeszkadzaj nam w rządzeniu! Dlatego też my puścimy kantem ten rząd i pójdziemy sobie gdzieindziej, gdzie człowiek nie jest sekowany i może dojść do swego. Nie jesteśmy ladaczem i nie boimy się niczego, jak tylko pijaństwa. Ale co do tego znów, to mamy umowę. I otóż pójdziemy sobie stąd i zostaniemy królami.
— Królami od nikogo niezależnymi! — mruknął Dravot.
— Doprawdy! — rzekłem. — Wałęsacie się po słońcu, a i noc jest bardzo gorąca. Czy nie lepiej byłoby wyspać się na ten temat? Wpadnijcie może jutro.
— Nie jesteśmy ani pijani, ani porażeni przez słońce — odpowiedział Dravot. — A spaliśmy już na ten temat pół roku i oglądaliśmy, różne mapy i atlasy i ostatecznie stwierdziliśmy że jest już tylko jedno jedyne miejsce na świecie, gdzie dwóch dzielnych ludzi może wyjść na swoje. Ten kraj nazywa się Kafiristan. O ile wiem, jest to prawy szczyt górnego kąta Afganistanu oddalony od Peahawaru nie więcej, niż jakie trzysta mil. Czczą oni tam trzydziestu dwóch pogańskich bożków, nie zrobi im różnicy, jeśli bę-