Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie jednem — żołnierzem, marynarzem, zecerem, fotografem, korektorem, kaznodzieją ulicznym, a nawet korespondentem „Mieszkańca Dżungli“, kiedyśmy myśleli, że pismo korespondenta potrzebuje. Carnehan jest zupełnie trzeźwy i ja też. Przyjrzyjcie się nam przedewszystkiem i przekonajcie się, że mówię prawdę. To uchroni was od przerywania mi, kiedy zacznę mówić o interesie. Niech nam pan da po cygarze — i niech pan patrzy, jak je zapalamy.
Obserwowałem ich przy tej próbie. Obaj byli zupełnie przytomni, wobec czego dałem im letniej wódki i sodowej wody.
— Zupełnie słusznie — rzekł Carnehan, właściciel tych nadzwyczajnych brwi, obcierając wąsy. — Dan, pozwól, że teraz ja powiem parę słów. Zwiedziliśmy całe Indje, przeważnie na piechtę. Byliśmy palaczami, maszynistami, małymi dostawcami i tak dalej i w końcu przekonaliśmy się, że dla takich ludzi, jak my, Indje są zamałe.
W każdym razie zamały był dla nich pokój redakcyjny. Kiedy siedzieli przy wielkim stole, broda Dravota wypełniała jedną jego połowę a plecy Carnehana drugą. Carnehan mówił dalej:
— Kraj nie jest ani w połowie wyzyskany, bo ci, co rządzą, nie pozwolą się niczego dotknąć.