Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rych pułkach tłuc lub łamać szkło po wypic u zdrowia królowej ku niemałemu zachwytowi pułkowych dostawców. Dziś wyszło to już z użycia, ponieważ nie zostało nic do złamania, wyjąwszy tu i ówdzie nakazy rządu, a to dawno już zostało złamane.
— Niema wątpliwości! — rzekł pułkownik, odetchnąwszy głęboko. — On nie jest sierżantem. Na wszystko w świecie, kto to może być?
Wszyscy oficerowie zgodnem echem powtórzyli te słowa, poczem sypnęła się salwa pytań, która każdego człowieka mogłaby zbić z nóg. Nic dziwnego, że obdarty, zabłocony intruz mógł tylko uśmiechać się i potrząsać głową.
Naraz z pod stołu, pogodny i uśmiechnięty, wynurzył się, zbudzony z pokrzepiającej drzemki Dirkowicz. Wynurzył się tuż, obok nieznajomego, który krzyknął naraz i padł przed nim na ziemię. Straszny był widok tej nagłej przemiany po chwale toastu, który wpłynął do pewnego stopnia kojąco.
Dirkowicz nie zrobił ani ruchu, aby go dźwignąć, ale mały Mildred podniósł go natychmiast. Nie przystoi, aby „gentleman“, który umie odpowiedzieć na toast królowej, leżał u stóp oficera kozackiego niższego stopnia.