Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Co pan teraz zrobi, panie pułkowniku?
— Cóż, zaczekamy, pozwolimy biedakowi zmysły zebrać.
— Na nic! To człowiek obłąkany.
Mały Mildred podszedł do pułkownika i przez chwilę szeptał mu coś do ucha.
— Panowie, bądźcie łaskawi i zajmijcie swoje miejsca! — zawołał.
Oficerowie pośpieszyli ku swym krzesłom. Tylko krzesło Dirkowicza, tuż obok krzesła Mildreda, było puste, zaś mały Mildred usiadł na miejscu Hira Singha. Zdumiony sierżant napełnił kieliszki wśród głuchego milczenia. Pułkownik znowu się dźwignął, ale ręka jego drżała, a wino wylewało się na stół, kiedy patrząc wprost na człeczynę siedzącego w krześle Mildreda, rzekł ochrypłym głosem:
— Mr. Vice — Królowa!
Była chwila pauzy, ale człowiek ów natychmiast zerwał się i odpowiedział bez wahania.
— Królowa, Bóg ją błogosław!
I wychyliwszy swój kieliszek, złamał w palcach cienką jego nóżkę.
Dawno, bardzo dawno temu, kiedy cesarzowa Indyj była jeszcze młoda, a kraj nie znał nieczystych ideałów, było zwyczajem w niektó-