Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Holmer, adjutant. — Musi to być szkodliwy renegat! Ciekawy jestem, skąd on pochodzi?
Pułkownik wziął człowieka za ramię i potrząsnąwszy zlekka, zapytał.
— Kto wy jesteście?
Nie było odpowiedzi. Człowiek znowu ogarnął wzrokiem całą jadalnię i spojrzawszy w twarz pułkownika, uśmiechnął się. Mały Mildred, który był zawsze raczej kobietą, niż mężczyzną, póki nie zatrąbiono „Na koń“, powtórzył pytanie głosem, który byłby wyciągnął odpowiedź z gejzeru. Ale ten człowiek uśmiechał się tylko. Siedzący u drugiego końca stołu Dirkowicz z wdziękiem zesunął się z krzesła na ziemię. Żaden syn człowieczy nie może na tym naszym ułomnym świecie bezkarnie mieszać konjaku huzarskiego z huzarskim szampanem.
Tymczasem muzyka zaczęła grać marsza, który towarzyszył Białym Huzarom we wszystkich funkcjach od pierwszego dnia ich istnienia. Prędzej zgodziliby się na rozwiązanie pułku, niż na wyrzeczenie się tej melodji, stanowiła ona ich część składową. Nieznajomy wyprostował się w krześle i zaczął bębnić palcami po stole.
— Nie widzę najmniejszej przyczyny, abyśmy mieli zabawiać warjatów, — rzekł pułkow-