Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się z wami spróbujemy!“), że wasze kucyki nogi sobie połamią. Tyle co się tyczy sportu.
Tu oparł jedną rękę na gardzie szabli, a wzrok jego poszukał Dirkowicza, rozpartego w swem krześle.
— Jeśli jednak z bożego zrządzenia przyjdzie do innej gry, niż „polo“ niech pan będzie pewny, panie pułkowniku i oficerowie, że rozegramy ją ramię w ramię, mimo, iż oni
— Jego wzrok znów poszukał Dirkowicza, — mimo że oni, powtarzam, mają pięćdziesiąt kucyków na jednego naszego konia.
To rzekłszy, z głębokiem „Rung-ho“, które zabrzmiało, jak kolba muszkietu, opuszczona na kamienne płyty, usiadł wśród tańca kieliszków.
Dirkowicz, który wciąż oddawał się konjakowi — temu strasznemu, wspomnianemu już powyżej konjakowi — nic nie rozumiał, zaś złagodzone tłumaczenie nie mogło mu najzupełniej dać należytego wyobrażenia o „poincie“. Stanowczo, mowa Hira Singha była najlepszą mową tego wieczora i wrzawa, jaka po niej nastała, trwałaby może do świtu, gdyby naraz na dworze nie przerwał jej huk strzału, którego odgłos każdemu z biesiadników przypomniał, że nie ma broni u boku. Dało się słyszeć szamotanie i krzyk bólu.
— Znowu kradzież karabinu! — rzekł adju-