Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się radośnie, gdy na znak hołdu wyciągnął gardę swej szabli tak, aby pułkownik Białych Huzarów mógł jej dotknąć i osunął się na wolne krzeszło wśród okrzyków: „Rung ho, Hira Singh!“ (co przetłumaczone znaczy: „Idź, Hira Singh i zwycięż!). — Nie rozbiłem wam kolana, stary? — Ressaidar Sahib, po djabła wsiedliście w ostatnich dziesięciu minutach na tego kopiącego wieprzka? — Szabasz, Ressaider Sahib!
A w tem zabrzmiał głos pułkownika:
— Zdrowie Ressaidara Hira Singha!
Kiedy okrzyki umilkły, Hira Singh wstał, aby odpowiedzieć, bo był przecie najmłodszym synem królewskiej rodziny, synem syna królewskiego, i wiedział, jak się znaleźć w takich wypadkach. A wtedy rzekł w języku krajowym:
— Panie pułkowniku i oficerowie tego pułku! Uczyniliście mi wielki zaszczyt. Zapamiętam to sobie. Przybyliśmy tu zdaleka, aby was w grze pokonać. Tymczasem zostaliśmy pobici. („Nie wasza wina, Ressaidar Sahib! Graliście na obcym terenie! Waszym kucom nogi zesztywniały w wagonach. Nie tłumaczcie się!“) Z tego powodu, być może, przyjedziemy jeszcze raz, jeśli taki będzie rozkaz („Słuchajcie! Słuchajcie! To dobrze! Brawo! Pst!“); a wtedy, zadamy wam takiego bobu, („Z przyjemnością