Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szkółki niedzielnej i nie nauczy się głosować — chyba mieczem zamiast kartek wyborczych.
Dirkowicz wiedział o tem tak samo dobrze, jak każdy inny, ale wygodnie mu było mówić tak specjalnie-korespondencyjnie i przedstawiać się w świetle możliwie najlepszem. Od czasu do czasu pozwalał sobie na jakąś małą, ale to malutką informacyjkę o swej własnej sotni kozaków, najwidoczniej pozostawionej samej sobie gdzieś na tyłach, po jakiejś drugiej stronie niewiadomo czego. Miał ciężką pracę w Azji Środkowej i widział prawdopodobnie więcej trudów i walki o życie, niż większość ludzi w jego wieku, starannie jednak unikał zdradzania się z tą swą wyższością, a jeszcze staranniej korzystał z każdej sposobności, gdy mógł wychwalać postawę, wyćwiczenie, mundur i organizację Białych Huzarów Jej Królewskiej Mości.
I istotnie, pułk ten mógł wzbudzać podziw. Kiedy Lady Durgan, wdowa po zmarłym sir Johnie Durganie, przybyła do miejsca jego postoju i kiedy po krótkim czasie każdy z oficerów poprosił ją o rękę, bardzo trafnie wyraziła opinję publiczną, tłumacząc, iż wszyscy są tak mili, że o ile nie będzie mogła poślubić wszystkich, nie wyłączając pułkownika i kilku majorów, już żonatych, to na jednym huzarze nie