Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— O nie. To się nazywa tylko miejscowym niedostatkiem i epidemją chorób sezonowych. Dowiesz się pan o tem z raportów, jeśli pan dożyje przyszłego roku. Ale cóż — pan jest szczęśliwy. Pan nie ma żony, którąby pan musiał usunąć z drogi nieszczęścia. Stacje klimatyczne w górach będą tego roku pełne kobiet.
— Zdaje mi się, że pan przejaskrawia trochę plotki uliczne! — rzekł jakiś młody urzędnik. — O ile ja zauważyłem...
— Ośmielam się powiedzieć, że pan istotnie zauważył — przerwał mu inspektor okręgowy — ale pan masz jeszcze dużo do zauważenia, moje dziecko. Równocześnie i ja chciałbym zrobić panu pewną uwagę.
To mówiąc, inspektor okręgowy posadził młodego urzędnika koło siebie i wplątał go w długą dyskusję nad ukochanym przez się kanałem. Holden udał się do swego „bungalowu“, zrozumiawszy nagle, że ogarnia go lęk o tę drugą istotę, co dla mężczyzny jest jednem z najstraszniejszych uczuć.
Jak to był przepowiedział inspektor — w dwa miesiące później, Przyroda zaczęła przeprowadzać kontrolę rachunku zapomocą czerwonego ołówka. O przednówku rozległy się wołania o chleb i rząd, który postanowił, że ani jeden człowiek nie ma umrzeć, posłał psze-