Strona:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.



BRACIA MOWGLI’EGO
Hasło dał Chil-Myszołów — i już z mrocznych wądołów
Mang-Nietoperz wyfrunął bez tremy.
Pospędzano już trzody do zamkniętej zagrody, —
teraz do dnia my hasać będziemy!
Hejże, nadszedł czas luby naszej siły i chluby!
Górą kły i pazury i szpony!
Hej, słuchajcie wezwania! — Dobrych łowów każdemu,
kto przestrzega praw Dżungli zielonej!
Nocny śpiew Dżungli.

Pewnego bardzo ciepłego wieczoru, o godzinie siódmej, zbudził się Ojciec Wilk, zażywający całodziennego wypoczynku wśród wzgórz Seeonee. Podrapał się, ziewnął i zaczął wyciągać jedną łapę po drugiej, chcąc pozbyć się sennego odrętwienia, jakie wyczuwał jeszcze w koniuszkach pazurów. Mama-Wilczyca leżała na ziemi, zwiesiwszy wielki, szary nochal ponad czwórką szamoczących się z sobą i popiskujących wilczątek, a blask księżyca zaglądał w otwór jaskini, która była mieszkaniem całej tej gromadki.
— Wrr! — odezwał się Ojciec Wilk — czas wziąć się znów do polowania!
I już miał wyskoczyć na zbocze wzgórza, gdy jakiś mały cień z puszystym ogonem przeszedł przez próg i zajęczał: