Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Umysłowo nie przekraczała poziomu przeciętnej dziewczyny z ludu paryskiego. Praktyczną była, świadomą wszystkiego, ale nie wyciągała wszystkich korzyści z tych zalet, gdyż często wolała iść za kaprysem własnym, pozatem zaś tkwiła w swojej sferze. Wszystko ją zajmowało, ale nic gruntownie, poza modę gruntu tego nie posiadającą. Nie sięgała poza przeciętność, nie dosięgała jej nawet często, o ile szło o obrazy, muzykę, czy książki, a Anetkę raził w niejednem jej gust. Spostrzegała to i mawiała:
— To prawda, jestem jeszcze wielki cham. Powiedz mi, co się nosi w świecie wyższym?
(Wyrażała się o obrazie, jak o kapeluszu).
— Powiedz mi, co trzeba podziwiać, a będę to czyniła równie dobrze, jak inni.
Nieraz nie była tak zgodliwą i staczała boje w imię jakiegoś bohatera fejletonowego, lub broniła nudnego romansu, uważając go za najszczytniejszy wyraz sztuki, czy uczucia. Skłoniła jednak siostrę do zajęcia się wartością artystyczną, a raczej zapowiedzią tejże wartości na przyszłość, mianowicie kinem, za którem szalała, a które Anetka, nie znając go, potępiała stanowczo.
Zdarzało się też, że, niezdolna odczuć piękna czytanej wspólnie książki, Sylwja pojmowała

82