Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To nikczemne! — krzyknęła Anetka. — Nie mogę znieść tego! Jakto, powiadasz, że mnie kochasz, sama żądałaś mej przyjaźni, a zatajasz rzeczy tak ważne, ciebie dotyczące?
Sylwja uniosła wargę górną, jakby rzec chciała:
— Pfi! Cóż tak ważnego!
Ale siostra nie dopuściła jej do słowa.
— Ufałam ci, sądziłam, że mi się zwierzysz z każdej troski i cierpienia, jak ja ci się zwierzam, i że wszystko dzielić będziemy z sobą... Tymczasem trzymasz mnie na uboczu jak obcą i nic nie wiem. Gdyby nie traf, nie dowiedziałabym się o twych kłopotach, że szukasz pracy, że niweczysz zdrowie i gotowaś wziąć byle jaką robotę raczej, jak zwierzyć się siostrze, mimo tego, że wiesz z jakąbym ci pomogła radością. To haniebne! Zraniłaś mnie! To brak szczerości! To brak przyjaźni! Ale nie ścierpię tego dłużej. Natychmiast sprowadzisz się do mnie i pozostaniesz aż do nowego sezonu!
Sylwja wstrząsnęła głową.
— Tak być musi, nie przecz! Posłuchajże, Sylwjo, gdyż nie przebaczyłabym ci. Nie wzbraniaj się, albo nie zobaczymy się w tem życiu.
Nie racząc nawet tłumaczyć ni wyjaśniać, Sylwja powtórzyła z upartym uśmiechem:

69