Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


temperamencie, a może jeno miłość własna nie pozwoliła się przyznać. Anetka dowiedziała się przypadkiem, że „od pewnego czasu“ (niepodobna go określić, gdyż zaliczało to się już do „dziejów starożytnych“) przyjaciel znikł, a stosunek istnieć przestał. Sylwja nic sobie z tego nie robiła, tem więcej Anetka, nie żałując naturalnie tego, co się stało. Usiłowała niezdarnie poznać przyczynę, ale Sylwja wzruszyła ramiona, roześmiała się i rzekła:
— Nie było żadnej przyczyny. Poprostu minęło i basta.
Anetka powinna się była radować, ale słowa siostry przykro na nią oddziałały. Cóż za dziwne uczucie? Jakaż ona jest? Czyż tak mówią ludzie serca? I to ze śmiechem w dodatku.
Po tej wielkiej nowinie (wielkiej dla Anetki) nastąpiło nowe odkrycie. Gdy pewnego dnia objawiła chęć zabrania Sylwji po robocie z pracowni, dziewczyna odparła:
— Nie, nie, już tam nie pracuję!
— Jakto? zawołała zdziwiona. — Od kiedyż to?
— O, od pewnego czasu!...
Zawsze tak nieściśle liczyła czas, że słowa jej mogły dzień wczorajszy oznaczać i rok zeszły jednocześnie.

67