Strona:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czyliż jednak będziemy same? — spytała zaniepokojona, że może spotka „tamtego człowieka“.
Sylwja to odczuła i zapewniła pobłażliwie z odrobiną ironji:
— Tak, całkiem same!
Potem opowiedziała całkiem spokojnie, że przyjaciel jej wyjechał na kilka dni na prowincję, do rodziców. Anetka zarumieniła się z powodu odgadnięcia swych motywów przez siostrę, i zapomniała całkiem, że dnia poprzedniego rano postanowiła jej wyrazić swą naganę moralną. Z całej owej moralności nie pozostało nic, jak tylko radość, że „jego“ tam nie będzie dzisiaj.
— Co za szczęście, spędzimy tedy razem wieczór!
Powiedziała to, klaszcząc w ręce, a Sylwja wykręciła się na pięcie, zrobiła grymas radosny i zawołała:
— Każdy przeto zadowolony!
Potem przybrała minę dystyngowaną na widok wchodzącego do lokalu mężczyzny, powiedziała:
— Do widzenia, moja droga! — i pobiegła jak strzała.
Spotkały się w kilka godzin później u wylotu hałaśliwego ula, z którego roiły się pszczoły rozgadane, zerkające, drepcące, kończące fryzury

56