Dalszemi ustawami, które regulują kwestyę sądownictwa rektorskiego, są dopiero rozporządzenia królewskie z końca XVI-tego i dalszych wieków, między któremi najważniejsze zawdzięcza uniwersytet Zygmuntowi Augustowi (z r. 1570), Batoremu (1574), Janowi Kazimierzowi (1660) i innym. Nie należą już one do omawianego przez nas okresu, podobnie jak statuty Dobrocieskiego lub Waleszyńskiego — i mogą być tylko posiłkowo uwzględnione. Głównem zaś źródłem obok omówionych dotychczas postanowień będą „Akta rektorskie“.
Akta rektorskie są właśnie obrazem sądownictwa, które się w granicach stworzonych omówionymi przywilejami i rozporządzeniami monarchów, papieży, biskupów krakowskich — rozwija. Hektor z doradcami swoimi zasiada na sądy, a notaryusze uniwersyteccy zapisują ważniejsze czynności sądowe w sądzie jego zdziałane na osobnych arkuszach, które z czasem razem oprawione tworzą „Akta rektorskie“. Pomijając drobne ułamki z czasów dawniejszych, ogłoszone przez prof. B. Ulanowskiego we wstępie do Album studiosorum — dochowały się akta rektorskie dopiero od r. 1469, odkąd ciągną się prawie bez przerwy aż do końca Rzeczypospolitej[1]. Materyał, który dotychczas drukiem ogłoszono (1469—1537), dotyczy więc przeważnie średnich wieków, a i te zapiski z początku w. XVI, które się tam znajdują, można zupełnie śmiało zużyć dla objaśnienia stosunków średniowiecznych.
Na mocy przywilejów królewskich i papieskich jest rektor uniwersytetu krakowskiego względem wszystkich osób do tegoż należących „sędzią głównym“ i „generalnym“[2]. Niemniej jurysdykcya jego jest w pewnych kierunkach ograniczoną, z drugiej zaś strony rozciąga się w niektórych wypadkach do osób nie będących uczestnikami korporacyi uniwersyteckiej.
Ograniczoną jest najpierw jurysdykcya rektora przez to, iż już przywileje powyżej omówione pozwalają mu sądzić tylko lżejsze sprawy kryminalne, a dla ważniejszych oznaczają jako kompetentny sąd królewski, względnie biskupi. Rzeczywiście Acta Rectoralia zawierają wyroki jedynie tylko w sprawach karnych drobniejszych, spraw gardłowych nie spotykamy w nich żadnych. Udawano się w takich razach przed sąd królewski, wględnie biskupi, a w aktach rektorskich spotykamy nieraz wzmianki, iż np. sąd biskupi odsyła sprawę do sądu rektorskiego, po rozpatrzeniu się bowiem w niej doszedł do przekonania, iż chodzi o sprawę drobniejszą[3].
Ponieważ przywileje nie rozgraniczają ściśle kompetencyi karnej rektora i biskupa, względnie króla, przeto istnieje u stron ciągła dążność, aby