Przejdź do zawartości

Strona:Rocznik Krakowski. T.4 (1901).djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

swoje następstwa — i ten miał też swoje. Kto wie czy podział Polski piastowskiej na dwa arcybiskupstwa nie byłby jeszcze bardziej utrudnił zjednoczenia obu dzielnic, jedność kościoła polskiego była przecież w tym dziele tak bardzo pomocną! Ale i bez arcybiskupstwa w Krakowie drugie biskupstwo małopolskie mogło było powstać; do jego utworzenia jednak nie przyszło a przyjść mogło i przyjść było powinno.
Do XII wieku kościół u nas nie mógł głębszych zapuścić korzeni, zapuszczał je dopiero od XII wieku — ale czynił to bardzo powoli. Kraków, a raczej rozległa dyecezya krakowska, tak jak ją poznaliśmy graniczyła z Rusią; nawracać Ruś schizmatycką powinno się było stać najbliższem zadaniem biskupów krakowskich, w średnich wiekach inaczej być nie mogło, trzeba się patrzeć na to ówczesnemi a nie dzisiejszemi oczyma. Pierwszym, który tego chciał i to zadanie pojął był zdaje się biskup krakowski Mateusz i Piotr Włast, sam ożeniony z ruską księżniczką — ale obaj musieli się daleko udawać o pomoc. Został list, który pisał biskup Mateusz do słynnego Bernarda z Clairvaux, zachęcając go, aby się zajął apostolstwem Rusi[1]. Dowód to, że w Polsce nie było nikogo, któryby dorósł do tego zadania. Usiłowania te spełzły jednak na niczem.

Biskupi krakowscy, którzy byli do tego najbardziej powołani, bo byli przecież najbliżsi, musieli się zrzec de facto tego zadania i oddać je w ręce tych, którzy z nimi byliby mogli współdziałać. Biskup lubuski Wawrzyniec, którego siedzibą był daleki Lubusz na północno-zachodnich krańcach państwa polskiego, miał już w pierwszej połowie XIII w. jakieś prawa do misyjnej pracy na Rusi. Prawa te mogli mieć i dawniej jego poprzednicy, a on może pierwszy zapragnął je w czyn zamienić. Jego następcy w każdym razie utrzymywali już w XIII w., że prawa ich sięgają niepamiętnych czasów[2]. Była to naturalnie przesada, ale jednak jakiś fakt rzeczywisty musiał w każdym razie służyć za podstawę tym przesadnym twierdzeniom. Może to były istotnie jakieś dawne prawa sięgające początków biskupstwa lubuskiego, które Bolesław Krzywousty zakładał[3]. Owa myśl powierzenia komuś misyjnej pracy nad Rusią była przecież dawną, myśleli już o niej niemieccy biskupi w X wieku[4], nic więc dziwnego, że w Polsce ona teraz odżyła. Bądź jak bądź, faktem jest, że między rokiem 1234 a 1238 Henryk Brodaty książę śląski i krakowski darował Wawrzyńcowi biskupowi lubuskiemu Opatów i inne dobra w sandomierskiej dzielnicy[5]. Skłoniły go

  1. Mon. pol. Hist, T. II, str. 15.
  2. Theiner, I. n. 144, r. 1257. Papież mówi: ut cum Lubucenses Episcopi praedecessores tui, qui fuere pro tempore in possesione spiritualis iurisdictionis super omnes Latinos existentes in Russia, et aliorum legem colentium corumdem, fuerint a tempore, {{roz|cuius memoria non extitit.
  3. Wł. Abraham: Organizacja Kościoła w Polsce, str. 100.
  4. Abraham, op. cit. 36.
  5. Mon. pol. Hist. II, Kronika WP, str. 556. Iste namque Henricus monasterium Opatoviense, cujus monasterii abbas Gerhardus Ruthenorum episcopus pro catholicis ibi degentibus de novo fuerat creatus, ad ecclesiam Lubucensem transtulit: omnia bona episcopatus Russiae, olim ad monasterium Opatoviense pertinentia, incorporando ecclesiae Lubuceusi praedictae de facto. (Por. też Regesten zur Schl. Geschichte, T. I, str. 200 i 324. Sądzę, że biskupi lubuscy mieli już jakieś dawniejsze prawo do Rusi, inaczej nie byłby zrozumiałym list papieski z 1257 roku. Nie zgadzam się też ze zdaniem profesora Caro, który sądzi, że pretensye do Rusi biskupów lubuskich, powstały dopiero za panowania ks. Henryka. (Caro, Zu einer Stelle der Annales Reinhardsbrunnenses 1226, Forschungen zur Deutschen Geschichte, T. XXIII). Pan Łonginow w cytowanym już dziele (str. 50) i profesor Hruszewski (I, str. 128) utrzymują, że opat Gerhard dostał tytuł ruskiego biskupa „dla tamtejszych katolików, naturalnie z Rusinów". Że zwrot „ibi degentibus" odnosi się w kronice do Rusi (in Rusia degentibus) a nie do okolic Opatowa i do ziemi sandomierskiej jest aż nadto jasnem. Opat Gerhard został biskupem dla katolików przebywających na Rusi, t. j. po za granicami dyecezyi; krakowskiej najwyraźniej to mówi list papieski z 1257 roku, który już przytoczyłem. Jestto pomysł niefortunny, stworzony dlatego, aby udowodnić, że Rusini byli i za Wisłą. Bezpodstawność tych pomysłów wykazał już Perwolf (cytowany przez Linniczenkę). Korzystam ze sposobności aby dodać, że prócz Opatowa należało Krosno na granicy Rusi do biskupów lubuskich (L. B. I, str. 650).