Strona:Respha.pdf/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


dziła chwilę, kiedy wyminąwszy szereg rozdzielających nas osób, podszedłem do czarnego berecika i w głos zapytałem, czy pozwoli mi sobie towarzyszyć. Było to w miejscu, gdzie kończyła się przechadzka, zkąd fala zawracała i gdzie dlatego tłum kłębił się najgęściej.
Miałem wrażenie, iż coś zasyczało dokoła nas i syk ten tysiąckrotnie się powtórzył. Przemknęły mi w oczach spojrzenia dwóch młodych panien — zawstydzone i zarazem jakieś litujące się. Strojna dama, idąca pod rękę z panem, obejrzała się i zmierzyła mnie pogardliwem spojrzeniem. W grupie oficerów ktoś głośno parsknął śmiechem. Tuż koło siebie widziałem przez moment nader dostojne oblicze siwobrodego jegomościa i dostrzegłem jak z twarzy jego ginie powaga i jak przymrużywszy oczy poczyna mrugać ku mnie filuternie i jakoś obrzydliwie.
A mój biedny czarny berecik miał minę w najwyższym stopniu zmartwioną, zawstydzoną i rozgniewaną nawet.
Jakiem śrozpaczliwem szarpnięciem wydostała się z kleszczów tłumu i puściła się szybko w boczną ulicę.
Tu było pusto. Biegła nie oglądając się i dopiero gdy była tak daleko, iż ucichł goniący za