Strona:Respha.pdf/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


pewnym spojrzeniem. Miły miała wyraz i miłe spojrzenie, ale jakieś ulatujące — jakby się trwożyło lub wstydziło. Gdzieś, kiedyś widziałem już takie oczka, które wzrokiem wciąż gdzieś lecą, czegoś szukają i nie znajdują punktu, rzeczy, człowieka — nic, w co by się w patrzyć mogły dłużej.
Była jeszcze bardzo młodą, jakby dopiero z lat podlotka wyszła — coś dziecięcego naw et grało jeszcze w jej twarzyczce, ale nie było w niej niefrasobliwości, kokieterji, roześmianego zuchwalstwa szesnastu lat. Szła zachmurzona i taki wygląd musiała mieć zawsze.
Chwila obserwacji pouczyła mnie dużo. Ten tłum znał siebie oczywiście w każdej swej cząstce. Aksamitny berecik z czarnem piórkiem był mu widać znany. Trzymające się pod ręce szeregi panien usuwały się od niego, a młodzi ludzie mijając go wymieniali porozumiewawcze spojrzenia. Źle więc z czarnym berecikiem... „Własność ogółu“! Nie wiem czemu przyszło mi wtedy na myśl to właśnie wyrażenie, zasłyszane kiedyś — w sądzie. Podsądną była dziewczyna, której zarzucano lekkie obyczaje. Sędzia ją nazwał „własnością ogółu“!
To dzikie słowo głęboko utkwiło mi w pamięci.
A czy też w tem dziecku jest jeszcze coś jej własnego, po co nikt nie ma prawa sięgać? Zdaje mi się, że to była jedyna myśl, jaka poprze-