Strona:Respha.pdf/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


uczucie czyni przenikliwszą głowę — więc łatwo już teraz uchwycił przyczynowość, istniejącą między jego ciężką pracą a dobrobytem tych, których pokochał.
Chłop siedział na małym bardzo nędznym kawałku roli. Długa wązka płóska tej ziemi zaczynała się górką oślepiająco wyiskrzonego białego piasku, która chyba do tego tylko służyć mogła, do czego służyła — za cmentarz zdechłych bydląt. Tu wyciągano ich zwłoki; spuszczone z łańcuchów psy nocą, dniem zaś wrony i kruki rozprawiały się z padliną; deszcz i słońce bieliło szkielety i od białości ich — póki sypki piasek nie wessał kości — jeszcze bardziej iskrzyło się bezpłodne wzgórze. Od górki ku chacie idąc, w długiej wstędze trafiały się kawałki nieco lepsze i znów nieco gorsze; dopiero za drogą był błogosławiony „dołek“, w którym ziemia czerniała i tam, gdy rok suchy, ładnie obradzały kartofle, no a w mokry gniły. Za mało było wszystkiego, żeby przekarmić rodzinę i konia.
Ratowało ich to, co zarobił chłop zwózką. Budowano stacyę w pobliżu, była fabryka jakaś, wynajmował się z furmanką i koniem — i żyli.
Z początku trudno było koniowi ustalić związek, jaki zachodzi pomiędzy tem, ile razy on — wożąc kamienie, zwir, cegłę lub żelastwo — obróci z furmanką od miejsca do miejsca — a nastrojem