Strona:Respha.pdf/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rękami rozwiedła — pomieszana; na poduszkę wskazała.
Chłop sięga — tam brudnego papieru kawałek.
Uh — ryknie, jak nie chwyci siekierę i ciosem, co dębu by rozłupał, jak wytnie w nakryty muślinem pieniek...
I wtedy to ten straszny w zaświaty uderzył krzyk:
— Zabiłeś!
Szkarłatnym strumieniem krew z drewna trysnęła...
Runął chłop rozpaczą podcięty — i cisza nastała.
W tę zgrozę krwawą, rozpaczną — z przestworzy wywołany i sam pomieszany zeszedł wtedy Bóg. Matkę, ojca i to z cudu jej miłości już poczęte dziecko zgarnął w swe ramiona i — uchyliwszy pomoc aniołów, którzy służyć mu chcieli — ostrożnie i czule poniósł sam wszystko troje, do siebie.