Strona:Respha.pdf/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przypomniały mi się dwie niegdyś słyszane rzeczy i radbym je opowiedzieć, ale nie potrafię tego uczynić w słowach, w jakich sam je słyszałem, bo było to już bardzo dawno, a powtóre — rzeczy te zbyt długo żyły we mnie, przełamały się w mojej duszy, oblepiły jej cząsteczkami — i dla tego dziś mogę je powtórzyć tylko „swojemi słowami”.
Pierwsza — to pieśń. Jej wątek tylko został mi w pamięci, strofy całej ani jednej. Śpiewała mi ją przed laty dziewczyna, ot — ladaco, niedobra dziewczyna. Nawet o cień tkliwych uczuć jej bym nie posądził, a przecież — gdy wyśpiewała mi to, w oczach jej były wielkie łzy, te najcudniejsze z brylantów, w których lubi przeglądać się Bóg. I choć je szybko otarła — wiedziałem już, że pod stwardniałą grudą błota, spodem gdzieś, w jej piersi szemrze czyste, nieskalane źródło tkliwości.
Jej pieśń i druga, dawniej jeszcze, już nie pamiętam od kogo zasłyszana bajka, którą potem z kolei opowiem, — mają wspólny motyw taki. Cierpienie jest pospolitym objawem; jest go tak wiele,