Strona:Respha.pdf/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale — rzecz dziwna — choć z słupów wszystko zdjęto, w noc po pogrzebie jeszcze się tu zjawiła Respha. A nie miała nic w garści ani kija, ani nic do rozniecenia ognia. Na zwykłym miejscu usiadła skulona i czekała na towarzysze swoje. Z zacieni skalnych cicho powychodzili. Jedna i druga — i wiele par oczów, łakomie świecących w krąg, jak paciorki na nić nanizane, otoczyło ją posępnym różańcem.
Wtedy przemówiła do nich łagodnie, jakby rozumieć ją mogli:
— Otom uczyniła z wami przymierze i obiecałam wam, że gdy syny moje stąd wzięte będą i pogrzebione, ja was głodnych i o kość żebrzących nakarmię! Ale nic nie mam nad moje ciało wyschłe. Weźcie je tedy i pożywcie się.
A gdy żadne się z gromady nie ruszyło, osunęła się Respha na ziemię i przyległa cicho. I długo była cisza, a ona czy usnęła, czy duch z niej uleciał... Aż rozstąpiły się szakale, doskoczył zwierz królewski, lampart z pustyni i pierwszy na niej łapę położył.
...Nad światem przeleciało Westchnienie.