Strona:Respha.pdf/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


które ciało lub sznur przegnił i spadłoby, a szakale by je poszarpały i kruki oddziobały zanim chmury deszczowe nadejdą, to może i ofiara byłaby za nic. Więc będę strzegła te martwe. A was o jedno proszę, przynieście mi wór włosiany, abym miała czem za dnia od żaru się osłonić, zaś w nocy podesłać na skale.
A gdy przyniosły jej wór i nieco posiłku i czem ognisko rozpalić, rzekła:
— Jeszcze was o jedno proszę. Powiedzcie — proszę — Dawidowi, że nie odejdę stąd póki nie spadną deszcze i póki król nie nakaże martwe te pogrzebać z czcią jako synom królewskim przystało.
Poniesiono te słowa Dawidowi i bardzo jęczała dusza jego, a nie śmiał przyganić Resphie, bo istotnie było odwiecznym zwyczajem by trupy powieszonych tak długo zostawały na słupach, póki Pan nieda znaku, że dał się przebłagać. Lecz długo w noc bezsenną dręczył go obraz tej kobiety, co śród wycia psów i szakali strzeże powieszone syny. Gdy sen nie przybywał, ujął Dawid harfę i trącił o jękliwe jej struny.
„Zemdlałem i startym jest bardzo — śpiewał w psalmie.
„Kiedyż karać nas przestaniesz, Panie!“
Deszcz nie upadł ani nazajutrz, ani dnia trzeciego, ani siódmego, ani dziesiątego. Przeszedł