Strona:Respha.pdf/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


V.

Zostali śród skał i urwisk — martwi.
I jak martwe, na kupie kamieni, w zapadlin góry rozciągnięte ciało Resphy.
Ale życie w niem było. Ciche jego drgania niepokoiły szakali, które gdy noc zapadła, zwolna jak cienie z ukryć skalnych następować poczęły.
Zawył jeden — i drugi po nim.
Zajęczała noc głosem wygłodniałego zwierza.
Gdzieś załopotały skrzydła obudzonege kruka czy orła.
Ocknęła się Respha i jak widmo stanęła na skale przed siedmiu słupami. Gdzieś w dole słychać było szmer czyniony przez spłoszone zwierzęta, a potem rozległo się ich chóralne, pełne jęków i skarg wycie. Podniosła Respha kamień i rzuciła go w tę jęczącą przepaść, potem z krzaku ułamała gałąź i pod słupem Armoniego usiadła skulona.
Tu rankiem zastało ją kilka niewiast z Gabaa, w których czasu tej suszy nie wyschła była jeszcze litość.
— Respho, pójdź do domu, prosiły. Nie gniewaj Pana by czasem nie odtrącił tej ofiary, którą dla ubłagania jego z synów twoich uczyniono.
— Dobrze mówicie — rzekła — i ja proszę Pana by za tę krew młodą dał deszcz ludowi. Lecz patrzcie jakie niebo pogodne. Gdyby wiatr strącił