Strona:Respha.pdf/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


za życia i po śmierci nie są rozłączeni. Bardzo mi cię żal bracie mój Jonatanie. Byłeś mi bardzo miłym. Więcej u mnie ważyła miłość twoja, niż miłość niewieścia“...
Saul był jak jeden odłam granitu. Ani spojeń, ani nitów, ani śladu jakiego cementu. Można go było zetrzeć na pył; można było ducha jego w obłęd wpędzić a ciało nasadzić na jego własną włócznię, ale nie można było ugiąć go, rzucić na kolana, wydobyć wołanie o łaskę i przebaczenie, nawet wtedy gdy w własnem jego mniemaniu walczył nie z człowiekiem tylko lecz z całą nieznaną, niezgłębioną potęgą niebios. I Samuel był skałą. Gdy więc starli się o swe miejsca opoczyste było to jak kataklizm jakiś w przyrodzie, jak bój żywiołów górami ciskających.
Artysta rzadko by był granitom podobny. Ziemia kładzie weń swe najprzedniejsze, bezcennie drogie kruszce i kamienie, ale tych ma niewiele, nie zdarza się przeto by człowiek odlał się w jednej bryle złota, jak niekiedy odłam uje się jednym złomem granitu.
W Dawidzie błyszczało z duszy ludu odkopane samorodne złoto poezji i sztuki, jaśniały djamenty najszlachetniejszych uczuć, tryskał zdrój mądrości dojrzałej, a — naraz — sypać się poczynał