Strona:Respha.pdf/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Nie uszedłeś! — zakrzyczał starzec. „I rozsiekał w kęsy Samuel Agaga przed obliczem Pańskiem w Galgal“.
... Opadły ręce Saulowi i cały zwolna osuwać się począł pod zacienia łopoczących nad nim czarnych skrzydeł melancholji. Rozumiał walką z czemś uchwytnem, co wystawia pierś i boryka się ramionami, lecz — z nieuchwytną, ciemną i głuchą na jego wołanie siłą, co przemawia tylko usty Samuela z przestworzy, gdzie nieugiętym rylcem wypisało się przeznaczenie — jakaż walka! Jednak i do niej rwał się jeszcze z uporną zaciekłością, w hardem o swej prawości przeświadczeniu.
W wirze spraw państwa, w głosie surm wojennych chciał znaleźć zapomnienie a jednocześnie szukał tego nieznanego, którego wyproroczył Samuel, nowego, gdzieś w tłum ie ukrytego pomazańca, który za sprawą starca ma odebrać synowi Saulowemu koronę. Szukał go rozognionem okiem pomsty i nienawiści.
I w tedy los tak misternemi uplątał go węzłami, że nic tu nie wydało się wypadkiem lecz wszystko uplanowanem szyderstwem jakiejś potęgi, świadomie czyniącej sobie z niego na każdym kroku igraszkę.
Wróg poszukiwany, dziedzic korony, wkroczył do domu Saula przez niego samego dla ukojenia