Strona:Respha.pdf/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


czynał z wami“. Aleć, u końca wytknął im surowo, że żądając króla wielkiej się dopuścili złości, bo królem im dotąd był sam Pan.
Z nieba spochmurniałego nadciągnęła burza i grom załoskotał. Kajał się przeto lud przed Panem i Samuelem z tej złości swojej, jakiej się dopuścił króla sobie żądając.
I nie mogły być miłe Saulowi te słowa Samuela, a kto by bacznie patrzał, widział by jak owej chwili ręka czyjaś wznosi między niemi ścianę niechęci. Wszelako nie dał Saul do niej żadnego powodu; bezwolnie i bezwiednie prężyło się w nich obu coś, co spychało siebie, nie mogąc ścierpieć by szli razem. Zrazu było to dobre dla Saula bo zrodziło w nim poczucie, że na swojej tylko dzielności i sile oprzeć się winien, nie licząc na poparcie starca, który — mówił Saulowi o tem głuchy niepokój — za czasem przeciw niemu skałę swego ducha wystawi i zgnieść go zechce. Postanowił przeto granitem wróść w to miejsce, gdzie raz już stopę postawił.
Zrzucił skórę wieśniaka z siebie. Stanął śmiały i stanowczy, i poczynał sobie jak wojownik nieustraszony i wódz ludu przezorny i czujny. Zorganizował obronę kraju, wystaw ił stałe wojsko pod dobrem hetmaństwem. Rodzinne jego Gabaa, teraz już Gabaa-Saula zwane, nabrało cech stolicy, rojącej się od wojska i urzędników. Blask bił od jego osoby i lud