Strona:Respha.pdf/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w niego jak wiośniana wonność i tak a w nim już została zawsze świeża i upajająca.
Ucałował w myśli to wspomnienie i w szedł rozpromieniony, słoneczny, w łunie radości jeszcze piękniejszy, bezwiednie królewski w ruchu, łagodnie wyciągając ręce, prężące się do uścisku.
Na łóżku zasłanem skromnemi kobiercami troje istot nieład uczyniło swą zabawą. Rozrzucono kobierce, pomięto wezgłowie, pozwlekano prześcieradła.
Zarumieniona porwała się ku niemu Respha. Była jak młodzieńcze marzenie, co w jakiś poranek wiosenny z upragnień miłosnych rozkwitło i z sadów i pól ukwieconych pobrało barwy, woń, świeżość, puchy pieszczoty i świegotliwość ptasząt.
Zawisła mu na szyi gibka, przełam ując się w jego ramionach, gdy porwał ją, uniósł całą i wtulił w siebie. Podała mu drobne, karmazynowe usteczka i zacałowana ledwie co wyrzec mogła.
— Wieki nie byłeś. Powiedz Saulu czy zbrzydłam za ten czas?
Ucałowawszy jej oczy pełne powabu utęsknień, osłonionych cieniem rzęs, rzekł:
— Oczy twoje jeszcze mi wypiękniały.
Odjąwszy usta od jej drobnych, rozedrganych nozdrzy powiedział:
— Jeszcze mi wonniejsze niż były.