Strona:Respha.pdf/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jakbym nowe życie zaczynała, panie mój.
A to mówiąc, twarz zarumienioną ku niemu zwróciła i oczy swoje do jego ócz nieśmiało poniosła:
— Dla mnie nowe życie — szepnęła — i we mnie nowe życie. — I cichutko bardzo dodała:
— Dzieciątko będę miała.
Lewita położył rękę na jej głowie:
— Cieszysz się? — rzekł.
— Tak. I cieszę się, że to dziecię jest twoje. Wiem to po dniu poczęcia. To prawe dziecię twoje będzie.

∗             ∗

Choć pilno było Lewicie do domu swojego żonę odzyskaną przywieźć, nie chciano ich stąd wypuścić. Pod wieczór mówił do Lewity swiekier:
— Dziś już zapóźno, przenocujcie-ż tu, proszę.
A zrana mówił:
— Posilcie się dziś jeszcze chlebem naszym.
Tak przeszło dni cztery, ale i piątego zatrzymywano ich gościnnie. Lecz gdy z południa słońce zeszło, nie chciał Lewita słuchać uprzejmej namowy i wziąwszy żonę swą i sługę i osły objuczone udał się w drogę.
Wiodła ich ona koło miasta Jebuzejczyków, ale że do zachodu jeszcze dość zostawało czasu nie