Strona:Respha.pdf/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czę — mówiła żona twoja — ażem nie godna domu tego, przeto idę srom mój ukryć i opłakać w domu ojców moich. A pan mój i mąż — mówiła — niechaj mnie poniecha i niechaj do domu swego wprowadzi pannę czystą i dobrą — o mnie zaś zapomni i mnie nie szuka.
Zmęczywszy się gadaniem, odpoczęła chwilę długą, kiedy oboje milczeli. Poczem tak rzekła Hagita:
— A żona twoja, panie, słowa owe mówiła na tym to progu, gdzie siedzisz. A gdy słowa owe mówiła, z oczu jej — widziałam — łzy ciekły i widziałam, że łza jej padła na to miejsce, gdzie teraz siedzisz. — Wszystko ci powiedziałam.
Odeszła, bardziej jeszcze niż zazwyczaj przygarbiona, kijem piasek przed sobą rozgarniając.
Długo był Lewita za jedno z swym progiem kamiennym jak ten nieruchomy. Już noc jak ptak ciemności zatrzepotała się pod gasnącem niebem, gdy poruszył się, osunął na ziemię, nachylił głowę — i ślad małej stopy ucałował.

∗             ∗

Prędzej powrócił Lewita do Siło, niż tam go się spodziewano, bo jedną tylko noc spędził w opustoszałym domu i to nie w izbie, lecz na progu, bez snu w rozmowie niegłośnej z gwiazdą domu swego,