Strona:Respha.pdf/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


twardy swój kark od Pana odwrócić i znów w trwodze i pomieszaniu go ugiąć, zakon podeptać i do zakonu z utęsknieniem wrócić, ale tu — w przybytku, gdzie nie było przedmiotu, którego by ręka Mojżesza nie dotykała — żył on jeszcze osobą swoją, tchnął oddechem żywym, grzmiał gdzieściś w górze.
Nie raz i niejednemu zdawało się, że oto uchyli się zasłona i z za niej wyjdzie ten mąż niezwykły z jaśniejącą, jak ongi gdy z Synai schodził, twarzą. Zaprawdę, jednym z najbardziej majestatycznych ludzi świata był ten pierwszy prorok Izraela, prawodawca, pół-bóg, w spaniały królewski ptak o orlim locie i gołębiem sercu, wielki piastun ludu. Ten-ci, co śpiewał Panu Panującemu: „Tyś — jako orzeł, co orlęta swe wybawia na skrzydłach swoich je nosząc; tyś skrzydła rozpostarł i lud swój wziął na nie i nosisz to orlę w puchu skrzydeł twoich“! Lecz i on sam takim był orłem. Czasem z utrudzenia mdlały mu skrzydła, utyskiwał wtedy przed Panem: „Czemużeś włożył na mnie jednego ciężar wszystkiego ludu tego, czyliżem ja go wszystek zrodził, iż mówisz mi — noś je na łonie swojem jak piastun niemowlę? Nie mogę ja podołać ludowi temu wszystkiemu, bo to nad możność moją!“ Ale wnet się prostował i brał na swe bary lud ten krnąbrny, płochy, niestały a miły mu i nosił go a wstawiał się za nim. — Ten-ci był, co rozumiał