Strona:Respha.pdf/225

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w wszystkich zakątkach naszego obejścia rozproszyłem cząsteczki serca, które nie ginęły w rozproszeniu na niewidzialnych niteczkach serca się trzymając, powiódł mnie dalej za miedzę, po granicach wioski i tak dalsze coraz kazał mi zataczać kręgi nie w przestrzeni tylko, lecz i w własnej duszy. W niej wirowały koła te, w wir swój w ciągając coraz nowe cząstki, aż zakołysała się od podstaw cała dusza i w wir rzuciła radośnie. A nie szło to z myśli i rozumu, bo gdybym słowa ojczyzna nie miał, ją miałbym i kochał płucami, gdy piję ojczyste powietrze, rzeźkością nóg, gdy po obcych ugorach swojego dotknę zagonu, rękami gdy prężą się do uścisku, któryby całą tę ziemię do piersi przytulił, oczami niesytem i nigdy swoich widoków, znojem czoła, które nigdzie takiej ochłody i ulgi nie zazna jak do ziemi tej przypadłszy, wreszcie prochem każdym swego ciała, tęskniącym by kiedyś w jej prochu spocząć. To jest coś, zaco się umiera nie myśląc, że się umiera, lecz że się życie uzyskuje. — A zaczyna się — od zagrody...
Cóż ty tedy, Neptusie?
W Ł. kilka lat mieszkaliśmy, mało dokąd wyjeżdżając, w reszcie kiedyś zamierzyliśmy wyjechać na całe lato. Neptuś z nami. Jedzie się odrapanym, żydowskim powozem mil parę do stacji; dalej kierowaliśmy się na Warszawę. Droga bawiła Neptu-