Strona:Respha.pdf/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


o postępie, owocu oświaty, popartej samoistnem prężeniem się ku doskonaleniu, uczmyż i wychowujmy je jak dziatwę a powiedzą nam coś o postępie. Nie obrażajcie się... Rzekł Ekkl. „Któż wie jeśli duch synów Adamowych wstępuje wzgórę, a jeśli duch bydlęcy zstępuje na dół?“
Ale te, słowa w jego nieśmiertelnej i pięknej jak wieczność pieśni (Ekkl. III, 1 — 21) wyśpiewały mu się w szumie posępnych skrzydeł melancholji, gdy odepchnąwszy się niemi od dolin życia, rozpiął ducha swego tak wysoko, iż jak Bóg płynął już nad przestrzenią i czasem. I widział stamtąd „przemija wszystko pod słońcem — czas rodzenia i czas umierania, czas szczepienia i — wyrywania tego co szczepione, czas nabywania i utracenia — milczenia i mówienia — miłowania i nienawidzenia — wojny i pokoju...“ Na tej wyżynie, gdzie przeszłość, obecność i przyszłość zlew a się w jedno („Co już było to i teraz jest; co będzie — już było!“) jednaką marnością widział człowieka i zwierzę — „...nie ma człowiek nic więcej nad bydlę. Wszystko idzie na jedno miejsce: z ziemie są uczynione i w ziemię się jednako obracają“.
Do tego jednak by duch synów ludzkich i duch zwierzęcy widzieć nie jako wyższe i niższe, lecz jako — jedno płynące, dojść można niekoniecznie przez wyżyny melancholji w marność wszystko