Strona:Respha.pdf/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jak to ja sobie wystawiam — ku Bogu. Gdy pies i człowiek patrząc na siebie każdy przez swoją duszę, zaczynają widzieć i czuć jedno, tam skorupy niema i treści przelewają się swobodnie jednym spływając strumieniem. Jest pewna cecha odróżniająca rozmowę z Neptusiem od rozmowy z Pawłem i ta cecha właśnie pierwszej użycza powagi i wagi, jakiej zbyt często brak drugiej. Paweł i ja posługujemy się prawie wyłącznie symbolami i znakami, więc nasza rozmowa nie raz jest tylko fragmentem cyrku; jak żonglerowie wyrzucamy i pochwytujemy nasze gałki, noże, talerze i różne ludzkie bzdurstwa. Neptusiowi z symboli dostępne jest spojrzenie, ruch, którym przytula się do mnie; niewyraźnie przez fałdy skóry owłosionej przebijający się skurcz uśmiechu; łza, wilgocąca oko; nieliczne warjanty głosowe; słowem, ma tych symboli niewiele i gdy się wyczerpią nie pozostaje mu nic innego jak kłaść przedemną poprostu żywe, drgające kawałki swojej duszy. Ponieważ ja te kawałki jego, powtarzając w słowach rozmowę naszą, przekładam na kategorje ludzkich pojęć czyli znów symboli, więc nie sprawia ona w rażenia dwugłosu i wydaje się jakby człowiek dawał tylko siebie powtarzając rozmowę z samym sobą. Jest to błąd; obcowanie z Neptusiem, na małej tylko przestrzeni posługujące się symbolami, jest wymianą wnętrznej treści. I to właśnie jest różnica — że