Strona:Respha.pdf/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zać że zwierzę jest niczyje. W obrazku: „Opowieść druga“ — że łzy zwierząt sam Bóg — gdy ludzie nie chcą — ociera. — Mało to. — Rozumiem i widzę zbrodniczość wszelkiego zakusu by zwierzę uczynić własnością. Ani nabywać, ani sprzedawać, ani zabijać, ani spożywać. Lecz sam jestem winien, do winy ogólnej ręką przykładam, więc wstydzę się przed niemi i — z męką niemocy, gdy na rzeź ich wiodą — oczy odwracam. — Ci o zwierzętach wszystko powiedzą, którzy sami w sobie wilka krwiożerczego zetrą. I powiedzą cuda... Ja o nich jakoś mówić nie śmiem, może jednak winienem to przynajmniej powiedzieć, co wrosło we mnie i jest już organiczną częścią mojego wyczucia czy ujęcia świata.
Im uważniej patrzy człowiek w siebie, tym głębsze rozstępują się przed okiem pokłady duszy i coraz wyraźniej prześwieca załamany w niej świat. Innej nad tą drogi w żywem badaniu duszy zwierzęcia nie miałem. Gdy mi pies łapy na kolanach położył i patrzył w moje oczy tak pilnie, jakby mnie na wskroś przejrzeć chciał, rozumiałem, że my jeden drugiego badamy metodą jednaką, żywym dotykiem usiłując natknąć się na nasze miejsca nieosłonięte. Skorupy istnień osobniczych pozornie tylko wydają się nieskruszoną jednolitością i zamknięciem, w istocie zaś pełne są szczelin i pęknięć, przez które coś promienieje ku powszechności jakiejś, czyli —