Strona:Respha.pdf/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zawsze tak było i będzie, że dzieci zapytują o rzeczy niezrozumiałe i przechodzące ich rozum, młodzieńców zaś zajmuje polityka i sprawy społeczne. Co wobec zalatujących wprzód myśli i porywów robić ma wychowawca? Jedno. Powiedzieć — otworzywszy furtę na oścież: „Wchodzicie do miejsca świętego. Tu ludzkość — zgasłe, takie jak wy młodości — stuleciami całemi znosiła swe myśli, a z ofiar przyniesionych patrzcie stos jaki urósł popiołów. Odsłońcie głowy i stąpajcie, jak powadze miejsca przystało, Waszą chcecie przynieść ofiarę — spalić serce a myślą podsycić płomień ten w górze? Trzeba się wczuć w popioły i oczy wzwyczaić do patrzenia w płomienie. Więc — uczcie się!“ — I stanie się co z książką niezrozumianą; tęsknota zawiedzie do niej raz drugi, trzeci, dziesiąty, aż oczy przejrzą, a serca popioły czuć się nauczą.
Myśl nieraz zatacza koła — lecz nawet błądząc zawsze postępuje. Zdarza się jednak, że to co zowiemy postępem, już się oblepiło wstecznictwem. Grasował u nas kiedyś pozytywizm. Zastanówmy się nad tem. Był August Comte — głęboki umysł, poszukujący prawdy. Z wyjątkiem małego grona umysłów filozoficznych, które spróbowały podążać do prawdy szlakiem wielkiego myśliciela, nasi warszawcy pozytywiści to byli ludzie, którzy w dobrej, lecz naiwnej — lub złej wierze twierdzili, że Comte