Strona:Respha.pdf/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zaś, o dnia zaraniu, wnijść by tu miał? Wieśniak ubogi, zabłąkany — nikt więcej. Taki zaś w ręku starca będzie woskiem, gliną.
Ciężkim, badawczym wzrokiem mierzył tego, kogo los zesłał.
— Któż wy i co was sprowadza? — zapytał.
Starszy odrzekł:
— Zowię się Saul, jestem synem Cysa z Gabaa, to zaś sługa domu naszego. Ojcu mojemu zginęły oślice. Szukamy ich próżno. Wskaż nam, mężu boży, drogę, której sami znaleźć nie umiemy.
Mowa jego tchnęła prostotą, a czyste oko nie umiało ukryć wieśniaczego zawstydzenia człowieka pól, mało do ludzi nawykłego.
Złagodniały oczy starca.
Położył rękę na ramieniu wieśniaka.
— Nie frasuj się o oślice, rzekł — ani o inny dobytek. Któż wie, azali wszystko, co najlepszego w Izraelu twojem nie będzie.
— Czemuż mi takie słowa mówisz? — odparł Saul — wszakżem ci ja z najmniejszego pokolenia izraelskiego i dom mój najpodlejszy między wszystkiemi domy mego pokolenia.
Podobała się Samuelowi ta mowa. Ująwszy Saula za rękę wywiódł go i sługę jego na górę, dał im miejsce przedniejsze między zebranymi tam mężami — i cząstkę jadła, które dla nieznanego przy-