Strona:Respha.pdf/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jak złuda miłości — nie daje się utrwalić, lecz mimo to jest czemś godnem pożądania i tęsknoty. —
Rzeczywistości Czynu złuda ta nic nie ujmuje, podobnie, jak tęcza miłości nie ujmuje rzeczywistości tego morza w nas rozlanego, w którego oparach ona się wymalowała.
Otóż ta złuda twórcza różne miewa postaci, można w niej tworzyć posąg, a można żywego człowieka. Taką właśnie dała mi przeżyć kobieta. Zdawało mi się, że ją tworzę... „z mułu ziemi.“ Była to dziewczyna zepsuta, o bardzo złych, niskich skłonnościach i gdy tylko dostrzegła moją chęć doszukania się w niej czegoś dobrego — zaraz zachciała pokazać się gorszą jeszcze niż była. Nie stosowałem do niej żadnych pedagogicznych metod, prócz dobroci — tem łatwiejszej iż prawie biernej. I stało się to co dokonywa każdy wiatr wiosenny, w którego ciepłem tchnieniu roztapiającem lody nikt się nie dopatruje dobroci. I w niej od tchnienia łagodności wyrozumiałej, życzliwej, cierpliwej — coś stopniało i spłynęło łzą. Prześliczne są te pierwsze łzy — żalu i tęsknoty do odzyskania siebie samej, z sobą zaś — Boga.
Czułem wtedy dla niej taką tkliwość jaką zapewne czuje matka, gdy swe dziecko okrywa nietylko swą piersią i chustą lecz duszą całą. I pamiętam taką między nami rozmowę: