Strona:Respha.pdf/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Taką więc wyobrażam sobie naturę Czynu. Mówiąc jednak o twórczości miałem na myśli to coś, w czem widzimy wykwit pewnych wyjątkowych umysłów, własność twórczych geniuszy. Wyobrażam sobie umysł genialny uczonego lub artysty, jako punkt, ku któremu od wieków ciążą myśli i aspiracje zgasłych i dzisiejszych pokoleń. Zawartą w tych myślach tęsknotę i więcej, bo dorobek swój już na drogach tych myśli osiągnięty — zgasła ludzkość wycisnęła, w rzeźbiła w organizacyę tego człowieka. On to wszystko już przyniósł ze sobą. Potem coś przybrał, ucząc się. Potem — rozpędem od wieków i od milionów umysłów nabranym myśli te przebyły jeszcze jakąś drogę w własnym jego umyśle, aż po setnych i tysiącznych błądzeniach i w przestrzeni wieków i nawet w tym jeszcze ostatnim umyśle — skupiły się wreszcie i zestrzeliły u jednego punktu i tu trysnął wytęskniony płomień. Dokonało się odkrycie. Co tu jest bezsprzeczną własnością geniuszu? Nie Bóg rozedrgany w płomieniu Praw dy lub Piękna, bo on nie może być własnością uczonego lub artysty; może raczej ich przybrać do oceanu. Ich własnością jest to, co towarzyszyło uroczystej chwili bezpośredniego kontaktu z Bogiem, to jest splot nastrojów i przeżyć, chwila ekstazy, cudowna nie mająca równej złuda, która podobnie,