Strona:Respha.pdf/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To wszystko jedno. Była słońcem, które pomalowało moją tęczę — i za to jestem jej wdzięczny. — Nigdy nikogo więcej po ogrodzie nie oprowadzałem i dla nikogo róż nie rwałem.
Spierać się czy człowiek może kochać raz, czy więcej! Zabawne, niech kocha sto razy... Myślę jednak, że czyste i piękne ekstazy, chwile w których wszystko gra w człowieku, płacze i śmieje się, modli i dziękczyni — nie mogą się często powtarzać.

∗             ∗

Tu zrobię odskok, idąc jednak za naturalnem kojarzeniem myśli o kobiecie. Przełamała się ona w mojej myśli i świadomości: jako matka, o której już mówiłem; jako przedmiot miłości (nie ośmieliłbym się Emilci nazwać kochanką); jako pracownica z ludu — żywicielka; jako pracownica z inteligencji — żywicielka lub dla idei, lub w jednej i drugiej razem postaci; wreszcie — jako prostytutka. Nie znam artystek, literatek, uczonych, wielkich arystokratek krwi czy myśli i ducha. Wymieniłem jeden czy dwa listy z panią Orzeszkową, która przesłała mi jakieś miłe słowo z powodu moich Chwil, tyleż z autorką Gromnic panią Posner-Garfeinową, która w „Ogniwie“ o tym że zbiorku pisząc bardzo delikatnie dotknęła mojej duszy i wiele zrozumiała. Oto wszystko. Synteza moja jest taką tylko dla mego