Strona:Respha.pdf/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tego królewicza, może co najprędzej — próbował ją roztkltwić mówiąc o dzikim, biednym chłopcu bez towarzyszy, który przesiaduje pod szopą i przez dziurę w parkanie przygląda się ich zabawom...
Dość, iż dopiął czego taki djabełek zawsze dopnie — obudził przedewszystkiem jej ciekawość. — I oto Emilcia z drugą dziewczynką zaczynają jakoś kołować, serso ich potoczyło się w stronę parkanu, jeszcze chwilka — zagląda rezolutna twarzyczka i śmiały głosik rzuca mi pytanie. Odrobina za stanowienia w owej chwili wystarczyłaby dla ustalenia, że list był sfałszowany, gdyż tam nazywano mnie panem, tu — najzwyczajniej mówiła ty:
— Czy ty jesteś Felcio B?
— Tak.
— Czemu siedzisz sam i nie przyjdziesz się bawić z nami, jeśli tam nie masz nikogo?
— Sam nie wiem.
Nie umiem się bawić.
— To się nauczysz.
Zajrzała do mnie przez dziurę.
— Siedzisz pod jakąś szopą sam. Przyjdź tutaj. Tu się schodzą dzieci i z innych domów, bo dużo miejsca na podwórzu i w środku jest klomb, gdzie chłopcy bawią się w zbójców. A ty może wolisz w piłkę?
— Ani w zbójców, ani w piłkę.