Strona:Respha.pdf/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przez moczary ponure, ziejące jadowitym oddechem występku, zgaszeń myśli, serca, cnoty, przez ostępy, w gąszczu których nie tylko kaleczył, lecz zdzierał duszę. Mimo to przyszedł gdzieś, gdzie jest widniej. Jeśli przyszedł żywy, nie oślepły, nie ogłuchły ze zdolnością od odepchnięcia się od wszystkiego tego moczarowego plugastwa, do lotu, z widzeniem tęcz złud i wyczuciem Rzeczywistości jedynej — czy można przypuścić by w jego wędrówce nie czuwały nad nim ręce niewidzialne dobrych, czystych, nieskalanych istot, by cnota ojca i matki nie była talizmanem, który jem u więcej niż życie zachował!
Po śmierci ojca został matce mały domek z ogrodem w Lublinie i bardzo niewielki fundusik. Chcąc kształcić troje swych dzieci — dwu synów i córkę — musiała się wziąć do pracy zarobkowej. Założyła pensję prywatną dla panienek. Było ich cztery, czy pięć. Korzyści innych nad to, iż pokryty był koszt edukacji mojej siostry, pensyjka ta zapewne nie dawała. Wiążę to z tą okolicznością, iż w parę lat po śmierci ojca — gdy miałem jakieś siedm, ośm lat — począł się zjawiać w domu naszym żyd. Był to stary człowiek, pochylony, z długą, siwą brodą i bezzębnemi, zapadniętem i ustami, — które okalał dziwnie ujm ujący uśmiech. Miał w swej twarzy i cichej, szepleniącej mowie coś tak miłego, że ja — co dzieckiem na każdego obcego przybysza,