Strona:Respha.pdf/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z fotografii — miłe; dusze trochę z listów, ale to źródło mętne; Marja naprzykład w listach robi wrażenie oschłej, nasiąkniętej formułami ortodoksyjnemi, bez żywej treści; skądinąd zaś wiem — mówiła mi moja siostrzenica Wanda Frieman, która w owym w Roselands Walmer pensjonacie się kształciła — że żywej dobroci i tkliwości w Marji było wiele. Paulina zaś to już i z listów i opowiadań przejrzyście świetlany człowiek; cała w dobroci i ofiarności. — Obie dawno już zmarły.
Powtarzam, że miło jest doszukiwać się w rodzinie nitek duchowego powiązania. Tak zwanym związkom pokrewieństwa, istnieniem nici owych niepoświadczonego, trudno zaiste jakąś wagę nadawać. Gdy mi matka, lub ludzie obcy opowiadali o moim ojcu, że był to umysł marzycielski, że lubił dalekie, samotne przechadzki, długie sam na sam przebywanie z przyrodą, gdy mi pokazano ławeczkę, na której siadywał w ogrodzie miejskim w Lublinie (wspaniałym!), gdym z tego miejsca wpatrzył się w to, na co on patrzał, — czułem, jak łatwo rozrasta się moje ja i obejmuje jego. W tem tkwi jedyne istotne, nie zaś przygodne pokrewieństwo. Miło mi jest wiedzieć i stwierdzać opinją ludzi, że na pamięci moich rodziców nie cięży żadna plama, żadna skaza moralna. Syn ich nie może tego o sobie powiedzieć; szedł do Boga jakąś drogą okólną, daleką,