Strona:Respha.pdf/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


dobra. W tem pięciu się żadne zakazy, żadne bezwłady — setki zaś ich czepiały się zawsze i czepiać będą nóg człowieka — powstrzymać go nie zdołają. To rzecz nakazu. Idzie mi bardzo o ten grunt, gdyż obcy mi jest zupełnie inny. Ludzie niekiedy ujawniają skłonność do ustępstw, gotowość — lubo najczęściej w postaci pobożnych życzeń — przyniesienia przyjemności zmysłowych w ofierze przyjemnościom duchowym. Otóż — ani o ofiary, ani o przyjemności tu nie idzie, lecz o nakaz, który spełnić muszę, bo jest on istotą tkwiącej we mnie cząstki dobra, z nią zaś związany jest mój byt.
Zakazy płyną z bezwładu, zalegającego na drodze wszelkiego postępu. Bezwład fuka, gdy go ruszać z miejsca i lubo ciężki, obfituje w fortele, byle nie dać się ruszyć. „Panie kochany — powie — zgadzam się by nie zabijać dorosłej krowy, ale takie małe, głupiuchne cielątko, które nie zdaje sobie sprawy z przyjemności życia, lub wreszcie starą krowę, gdy zbrzydł jej świat? Bo stara krowa napewno nie ceni życia — i choć mięso jej twarde i łykowate, ale z jakimś sosem“... Nie wiem jak ludzkość upora się ze sprawą zestarzałych zwierząt — czy uzna za możliwe skracać im życie, może pozwoli skracać też życie schorzałym i znużonym ludziom, w każdym razie ani jednych, ani drugich nie pozwoli spożywać.