Strona:Respha.pdf/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


się wyczuć za wiekami. I teraz przesączamy się ciągle w ociężalszą od nas przyrodę i w tem przesączaniu się w powietrze, wodę, ziemię, coś nęci nas obietnicą spokoju przyrosłego, kamiennego, niezmiennością czucia i widzenia. Od złud górnych upadam y do przyziemnej — złudy trwałości ukształtowanych bytów — gdy płynie wszystko, nie trwa nic i wszelki kształt jest złudą, którą nieudolność naszego postrzegania osłania nieustanne przeobrażenia.
Z resztą — jest w nas i ślimak i mrówka i jaskółka pracowicie lepiąca swe gniazdko; jak one — musimy, chcemy i lubimy coś budować, a cóżby za budowniczy nie dbał o ozdobienie domu. Bierze więc młotek i gdzieś, na widoku, przybija — złudę.
I — niszczy ją. Tak giną cudne, różowe złudy miłości, gdy je utrwalać; tak giną inne, a śladem rozwianych leci łkanie melancholji, snuje się jej opar, podnoszący się z zniszczeń, śmierci wszelkich, gruzów, westchnień ostatnich, wszystkiego co ginie...
Jest złuda jedna — rzekłbym — najcudniejsza z wszelkich... Złuda twórczości. Najwięcej skupiająca blasków słonecznych, najbardziej królewska. Tworzyć — „z mułu ziemi“ — jak mówi Księga Święta... Tchnąć „dech żywota“, gdzie go nie było... Wywieść coś pięknego ze szpetoty... zaprawdę, tyle w tem rojeniu tęczowości, blasków purpurowych, czaru upajającego i jakiejś wiosennej krasy, że —