Strona:Respha.pdf/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z wstającem nad ciche pola słońcem jasność się po myślach jego rozlała i wykrzyknął radośnie:
— I Tyś tam był z nami, Panie, za jedno z nami!
— Księże proboszczu, księże proboszczu, — wołał srebrny głosik — Buruś się znalazł!
Na rękach niosła Janka skowyczącą z radości psinę.

Ksiądz głęboko westchnął. Wstał. Przycisnął dziecko do piersi, a pies pełen szczęścia, że żyje i jest śród ludzi, oblizał różowym języczkiem obie twarze — księdza i dzieweczki.