Strona:Respha.pdf/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w przeszłość. Kobiety coś szeptały. Marceli odezwał się półgłosem, bardziej do siebie:
— W Moczyborzu, po spaleniu, odbudowano w dwa lata. Parafja sam a sobie, bez niczyjej pomocy.
Ksiądz wstał, podszedł do drzwi omijając nogi siedzących na ziemi i wyszedł przeprowadzony milczącem i spojrzeniami.
Bawił niedługo. Wróciwszy, zaraz na wstępie odezwał się:
— Kupa gruzów! Boczne ściany trzymają się — i to jedna jakby trochę pochylona.
I wrócił na swe miejsce.
Chwile mijały. Coraz dalej szło w noc.
Przygasała świeca. Ucichły szepty. Wsparta główką o kolano księdza uśpiła się Janka. Z drugiej strony twardo usnął żebrak. Zdrętwiał mu kark od pochylania głowy, odrzucił ją na ścianę, a po niej coraz to zsuwał się niżej. Gdy dotknął ramienia księdza, ten ujął głowę Onufrego i na drugiem kolanie swojem ją położył.
Z wyżyn bólu myśl jego opadała w tę ciasną, skuloną w murach piwniczki rzeczywistość i rozlewała się po duszach kilku obecnych, w siąkała w nich dziwnie rozlewna, dziwnie łatwo wszędy przenikająca. Nie spał, a zdawało mu się, że się stapia