Strona:Rabindranath Tagore-Sadhana.djvu/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
238
R. TAGORE: SĀDHANĀ

a z pozą przemądrą, każąc wszechduszy brać na siebie rolę demiurga. Wszak psyche ludzka posiada stronę intelektualną, której potrzeba strawy pojęciowej. Więc ją bierze, jaka jest na podorędziu. Ale w gruncie wszystko to fraszka. A jeśli pogląd logiczny położył zczasem nacisk na nieodbitą konieczność uznania złudności rzeczy materjalnych, wtedy w umyśle spętanym jeszcze dziedzicznem niewyrobieniem poczucie wszechjedności kazało świtać błyskom idealistycznego monizmu, z którego jeszcze sobie jasno sprawy zdać nie umiał. I nie próbował dowodzić, albo przyjmował za dowód byle wyraz. Niechaj strona rozumowa trapi wieki epigonów. Mędrzec upaniszadowy czuł, że ona świat, to jedno. My dziś w tych tekstach widzimy sprzeczności albo staramy się tam w sposób uczony dopatrzeć różnych „— izmów“. Ówczesny człowiek niewiele dbał o nie. On miał pewność, jaką mu dało uczucie. Zabłysło przed nim światło wszechjedności, niby gwiazda przewodnia swoistych tendencyj umysłowych, uchwycone intuicyjnie, z pominięciem przesłanek logicznych. Przesłanki dorabiał sobie, jeśli mu się tak zwidziało, jak umiał, ex post, nawiązując do wy-