Strona:Rabindranath Tagore-Poczta.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
Amal:
(klaszcząc w dłonie):
Cudownie! Pamiętasz, coś mi przyrzekł? Gdy tylko wyzdrowieję będę wraz z tobą zwiedzać wszystkie kraje. Stanę się twoim ulubionym uczniem.
Ojczulek:
Odkryję ci najgłębsze tajemnice podróży. Lasy i góry i morze szerokie będą posłuszne twym krokom.
Madhav:
Co też on wygaduje!
Ojczulek:
Amal, drogie dziecię, niczego się nie boję. Ani strumieni rwących, ani dzikich gór. Jeźli jednak lekarz żyje w przyjaźni z takim oto wujem, cała ma sztuka czarodziejska na nic.
Amal:
Nie, wujaszek nie zdradzi nas lekarzowi. Będę leżeć cichutko, nawet się nie ruszę. Chcę jaknajprędzej wyzdrowieć. A potem będziesz mnie uczył.
I nikt mnie już nie zatrzyma.
Madhav:
Przestań powtarzać, że chciałbyś stąd odejść! Nasłuchałem się dosyć tych bredni!
Amal:
Fakirze, jak wygląda wyspa papuzia?
Ojczulek:
O, to kraj cudów! To kraina ptaków! Ludzi tam niema. A ptaki po ziemi nie łażą. Milczą lub śpiewają i w powietrze się wznoszą, wysoko.